Blogger templates

Sonntag, 27. Juli 2014

AstA Sommerfest 2014

Ein sonniges Hallo an euch alle!

Heute mal gute Laune, obwohl ich doch gerade mitten in der Prüfungsphase bin. Aber ein bisschen Zeit habe ich trotzdem gefunden, um auf das berühmte AstA Sommerfest der Uni Mainz zu gehen. Es nennt sich zwar Sommerfest, ist aber wie ein Festival aufgebaut: mehrere Bühnen, Kinderparadies, Weinstände, Kunstmarkt und viele Möglichkeiten zu essen zu zu trinken. 
Aber das beste: man kann hier erfolgreich und mit viel Spaß in die verdienten Sommersemesterferien starten  :)

Hier also ein paar Eindrücke, wie das Ganze ausgesehen hat. Natürlich dürft ihr auch mein Outfit bestaunen, was ich diesmal Richtung "Hippie" zusammengestellt habe. Ich trug eine bunte Shorts mit Schmetterlingen, eine schlichte hell-rosane Kurzarmbluse, pinke Schnürschuhe aus Wildleder (habe ich mal für 10 € erkreiselt) einen auffallenden Armreifen und meine Hippie Sonnenbrille mit runden Gläsern. Dazu pinker Lippenstift und die passende Tasche und ich war bereit mich ins Getümmel zu stürzen und "Love, Peace and Harmony" auszurufen. Mein Freund meinte auch zu mir: "Jetzt fehlt dir nur noch das Blümchen im Haar". Hmmm... das muss ich mir dann wohl mal kaufen, denn so etwas besitze ich nicht :D

Aus Gruppenzwang (oder auch Freundschaft gennant^^) war ich dann relativ lange bei der Hup Hop Bühne von Planet Radio, weil unter anderem Azad und Olli Banjo dort auftreten sollten (siehe Bilder). Aber ich habe es dann doch geschafft mal eine grooooße Runde um den ganzen Campus zu drehen. Vor allem an dem "WeinErlebnisWald" hat es mir sehr gut gefallen. Der Wein war super - danach war ich direkt lockerer drauf :D haha.

So, genug gequatscht. Ich hoffe, euch gefallen die Bilder. 
Bis bald!

Dziś jestem w dobrym nastroju, chociaż akurat trwa sesja i się muszę uczyć. Ale znalazłam czas, aby pójść na znany festyn uniwersytecki AstA Sommerfest w Moguncji, w Niemeczech. Tak w ogóle, jest to raczej festiwal, a nie festyn: jest wiele scen, zabaw dla dzieci, stoiska z winem, targ artystyczny i dużo możliwości, żeby się czegoś napić lub coś zjeść. 
Ale co najlepsze: w końcu można zacząć zasłużone wakacje!

Przedstawiam wam więc parę zdjęć z campusu mojego uniwersytetu, no i oczywiście również mojej stylizacji. Tym razem moje motto było: Hippie. Maiłam na sobie kolorowe spodenki z motylkami, jasno-różową koszulkę z krótkim rękawkiem, różowe buty z zamszu (kupiłam je za 10 Euro na niemieckim odpowiedniku polskiego vinted), rzucającą się w oczy bransoletkę i moje leonki z Auchan. Do tego miałam usta pomalowane również mocno różową szminką i w tym samym odcieniu założyłam torebkę. Byłam gotowa aby wejść w ten tłum ludzi i wykrzyczeć "Love, Peace and Harmony". Nawet mój chłopak powiedział, że teraz mi tylko jeszcze brakuje kwiatka we włosach. Hmmm... chyba muszę go sobie kupić, bo czegoś takiego nie mam :D

Poprzez nacisk społeczny (albo inaczej mówiąc, poprzez przyjaciół) dużo czasu spędziłam przy scenie z muzyką Hip Hop. Ale na szczęście udało mi się i tak przespacerować dookoła całego campusu. Najbardziej podobał mi się WeinErlebnisWald (po polsku: Wino-przeżycie-las, więc wino, które można przeżyć w lesie). Wino było super - od razu się poczułam po nim lepiej :D haha.

Ale koniec gadania. Mam nadzieję, że podobają się wam moje zdjęcia.
Do zobaczenia!

xoxo Moni
Planet Radio Hip Hop Stage
 WeinErlebnisWald
 WeinErlebnisWald
  WeinErlebnisWald


 Fressgasse
 Das Ding HouseSessions
 Das Ding HouseSessions



 Rockland Radio Rock Stage
 Planet Radio Hip Hop Stage

Planet Radio Hip Hop Stage - Olli Banjo

 Planet Radio Hip Hop Stage - Olli Banjo


 Planet Radio Hip Hop Stage
 Planet Radio Hip Hop Stage
 Planet Radio Hip Hop Stage
  Planet Radio Hip Hop Stage
 Rockland Radio Rock Stage
Rockland Radio Rock Stage

shirt: Mango (buy it here!)
shorts: Stretch
shoes: no name from Kleiderkreisel
bag: Primark
belt: House
sunglasses: no name from Auchan
bracelet: House




Mittwoch, 23. Juli 2014

#SlotArtFestival

Blackberry Hill - Sway Like Fire



Hallo erstmal! 

Heute mal ganz ungewohnt nicht von Moni, sondern von mir, Lydia :-) 
Ich leihe mir heute mal Monis „Bühne“, um euch von einem ziemlich genialen Festival in Polen zu berichten, auf dem ich vor zwei Wochen mit meiner Freundin Lena war. Da es auf Festivals ja auch immer viele total verschiedene Stilrichtungen und flippige Outfits zu bestaunen gibt, haben wir extra für euch ein paar der am besten gestylten Mädels fotografiert, um sie euch hier zu zeigen.


Cześć wam!
Dzisiejszy tekst nie jest napisany przez Monikę, tylko przeze mnie, Lydię. Pożyczam sobie Moniki scenę, aby opowiedzieć wam o naprawdę fajnym festiwalu w Polsce, na którym byłam dwa tygodnie temu z moją koleżanką Leną. Ponieważ na festiwalach jest bardzo dużo różnych stylów i odlotowych stylizacji, to zrobiłyśmy dla was parę zdjęć najlepiej wyglądających dziewczyn.

Das Slot Art Festival ist ein Kunst- und Musikfestival, auf dem jedes Jahr über 70 Bands auf verschiedenen Bühnen spielen, bei dem man seine eigene Kreativität bei über 60 Workshops ausleben kann und es Filmvorführungen, Vorträge und Kunstausstellungen gibt. Das kunterbunte Festival findet seit mehr als zwanzig Jahren auf wechselnden Locations in Polen statt. Im Moment campieren die verrückten Massen im kleinen Dorf Lubiaz, denn dort ist eine der größten und ältesten Klosteranlagen Europas zu finden. Das Gelände dieses alten, halbverfallenen und immer noch extrem imposanten Gebäudekomplexes verwandelt sich für eine Woche im Juli zum Tummelplatz für Kunst- und Musikverrückte aus der ganzen Welt.


Slot ArtFestival jest festiwalem z dziedziny sztuki i muzyki, na którym co roku występuje około 70 zespołów na różnych scenach. Można tu również rozwijać swoją kreatywność na 60 warsztatach, albo oglądać filmy, słuchać wykładów lub podziwiać sztukę. Festiwal jest organizowany już od ponad dwudziestu lat w różnych miejscach w Polsce. W tym roku odbyło się wszystko w małej miejscowości Lubiąż, ponieważ znajduje się tu jeden z najstarszych klasztorów w Europie. Teren tego starego, rozpadającego się klasztoru, który ciągle jeszcze robi wrażenie, przekształca się raz na rok w plac zabaw dla zainteresowanych sztuką i muzyką z całego świata.

„Auf ins Abenteuer!“ lautete der Schlachtruf, als wir zwei deutsche Mädels in Frankfurt furchtlos in einen Bus stiegen, in dem niemand deutsch sprach. Das Ziel hieß Breslau, oder, elegant und unaussprechlich auf Polnisch: Wroclaw. Nach einer Odysee von 22 Stunden, einer Bahnfahrt, bei der wir Angst hatten, unsere Station glatt zu verschlafen und einer Busfahrt in einem viel zu kleinen Bus mit lauter jungen Leuten und ihren riesigen Backpacks waren wir ENDLICH am Ziel! Die Klostermauern leuchteten in der Sonne und wir seufzten selig auf, nachdem unser Zelt stand (wir haben es liebevoll Sardinenbüchse getauft), wir duschen waren und etwas gegessen hatten. Das Abenteuer war im vollen Gang :)


Ruszamy w przygodę! – to było nasze motto bojowe, jak my, dwie Niemki, wsiadłyśmy we Frankfurcie do autobusu, w którym nikt nie mówił po niemiecku. Nasz cel był Wrocław. Po 22 godzinach – przejeździe autobusem, przy którym się bałyśmy, że prześpimy nasz przystanek, i kolejnym przejeździe w za małym autobusie, w którym było za dużo osób –  w końcu dojechałyśmy do celu. Mury klasztoru były pięknie oświetlone przez słońce i odetchnęłyśmy, gdy w końcu stanął nasz namiot (który życzliwie nazwałyśmy „sardynkowa puszka”), mogłyśmy wziąć prysznic i coś zjeść. Jak widać, przygoda się rozkręcała :)

Es ist ziemlich schwer, diese verrückte Atmosphäre des Festivals in Worten wiederzugeben, aber ich gebe mir Mühe ;) Das Festival ist riesig und wirkt chaotisch und unüberschaubar. Genau das macht aber seinen Charme aus. An jeder Ecke gibt es etwas zu entdecken, du kannst Artisten beim Jonglieren zusehen, ein Mann auf Stelzen macht Seifenblasen, jemand spielt auf einer Ukele...Es gibt Cafés in bunten Zelten, Kunstausstellungen in versteckten Räumen. Du wirst hineingezogen in diesen großen Irrgarten, bei dem du hinter jeder Biegung neue Geheimnisse entdeckst. Irgendwann bist du so tief eingetaucht, dass du du den Ausgang vergisst und die einfach treiben lässt.

To wcale nie takie proste, opisać atmosferę festiwalu w paru słowach, ale postaram się… Festiwal jest olbrzymi i sprawia trochę chaotyczne wrażenie. Ale to jest właśnie jego urok. Wszędzie można coś odkryć – można przyglądać się jak ktoś żongluje, chodzi na szczudłach albo gra na ukuleli. Jest wiele kawiarni w kolorowych namiotach albo wystaw sztuki w tajemniczych pomieszczeniach. Masz wrażenie, jak byś był w labiryncie – za każdym kątem czeka na ciebie jakaś nowa przygoda, jakieś nowe wrażenie.


Ich spiele jetzt mal den weißen Hasen aus Alice im Wunderland für euch und nehme euch mit hinein in den Irrgarten, zu ein paar von unseren Entdeckungen!



Chcę wam teraz przedstawić ten labirynt, abyście również mogli odkryć coś nowego.

Zuerst ist da natürlich das Kloster, dieser unglaubliche Bau. Wir zelteten im Schutz seiner Mauern, die Hauptbühne stand im Innenhof und viele der Workshops, ein paar Konzerte und Kunstausstellungen finden in den leeren Räumen der riesigen Anlage statt. Auf dem Weg durch die labyrinthischen Gänge haben wir unter anderem folgende Dinge entdeckt: von der Decke baumelnde Hüte, ein ausgestopftes Schaf auf alten Zeitungen, eine Skateboard-Bahn, Lasertag- Räume, mehrere liebevoll dekorierte Cafés, einen Elektro/Dubsteb Clubraum, falsches Essen (dazu gleich mehr) und eine Motorradgang, die gerade einen Motor ausgebaut hat. Nicht zu vergessen natürlich die alte Kathedrale, in der nachts Konzerte stattfanden und den gotischen Bau in gespenstisches Licht und einzigartige Klänge tauchten.


Na początek coś na temat samego klasztoru. Nasze namioty znajdowały się przed jego murami. Scena główna była w dziedzińcu wewnętrznym – tam odbywały się też różne warsztaty i koncerty. Wystawy sztuki były w pustych pomieszczeniach klasztoru. W drodze przez labirynt korytarzy znalazłyśmy następujące rzeczy: kapelusze wiszące z sufitów, wypchaną owcę na starych gazetach, tor na deskorolki, pomieszczenia na laser-tag, parę miłych kawiarni, pomieszczenie klubowe, nieprawdziwe jedzenie (zaraz do tego dojdę) i gang motorowy, który właśnie wymontował silnik. Nie zapominając o katedrze, w której nocą odbywały się koncerty, i gotyckiej budowli, która zamieniała się w niezłą imprezę muzyczno-świetlną.

Die Workshops waren, wie jedes Jahr, extrem vielseitig und so spannend, dass wir uns gar nicht richtig entscheiden konnten. Selbstverteidigung, jüdische Tänze oder doch lieber Gerichte kochen aus aller Welt? Schmieden, Sticker basteln, Papier schöpfen, Batik für T-Shirts, Architektonisches Zeichnen oder Schmuck basteln? Bogen bauen, jonglieren (auch mit Feuer!), Einrad fahren und und und. Wir haben bei unserem Streifzug durch das Kloster gleich am Anfang zwei junge polnische Fotografen kennengelernt, deren Workshop wir auch besucht haben. Auf Polnisch klang das ungefähr so: fotografujemy to czego nie zjemy. Jap, ihr habt richtig gelesen: Wir fotografieren Sachen, die wir nicht essen können. Fake Food! Wir haben falsches Eis „gebaut“, Bier aus Sojasauce zusammengerührt und Radiergummi geraspelt und damit ein paar Einblicke in die Welt der „professional food photography“ Szene bekommen. Nur hungrig durfte man nicht sein, denn unser falsches Essen sah am Ende ziemlich appetitlich aus ;)


Jak co roku było mnóstwo warsztatów, że aż trudno się było na coś zdecydować.  Samoobrona, żydowski taniec, czy może jednak gotowanie z całego świata? Kucie, robienie naklejek, lub papieru, batik na koszulki, rysowanie architektoniczne albo tworzenie biżuterii? Na naszej wędrówce po klasztorze poznałyśmy na samym początku dwóch młodych fotografów i poszłyśmy na przez nich prowadzony warsztat. Brzmiało to tak: Fotografujemy to czego nie zjemy. A więc: Fake food. Tworzyliśmy nieprawdziwe lody, piwo z sosu sojowego posypywane startą gumką – oto właśnie świat professional food photography”. Trzeba było uważać, żeby nie być głodnym, bo nieprawdziwe jedzenie wyglądało na bardzo prawdziwe i apetyczne.

Im Gespräch mit dem ehemaligen Programm Direktor des Festivals habe ich ein paar interessante Dinge über die Organsisation des Festivals erfahren. Weil es nämlich immer noch zu eher kleinen Nischenfestivals in Polen zählt und es keine Sponsoren gibt, müssen die Verantwortlichen kreativ sein, um das Festival am Laufen zu halten. Krzysiek berichtete von den 1000 Freiwilligen, die jede Menge Jobs übernehmen, von Übersetzern für uns Ausländer, Patrouille-Gängen auf den Zeltplätzen über Kontrolle der Duschhäuschen bis zu Aufbau und Betreuung der vielen Cafés. Er beschrieb mir außerdem das Credo des Festivals, aus dem das ganze wunderschöne Chaos erst erwachsen kann: Künstler unterstützen, um ihre Vision zu verwirklichen und eine Atmosphäre schaffen, die zum Austausch und Gespräch einlädt und dazu, seine Erfahrungen und Überzeugungen mit anderen zu teilen.


W rozmowie z byłym dyrektorem programu festiwalu dowiedziałam się parę interesujących rzeczy na temat organizacji festiwalu. Slot Art Festival należy cały czas do niszy festiwalowej – to znaczy że nie ma za bardzo sponsorów i trzeba próbować aby i tak jakoś wyszło (bez większych wydatków). Krzysiek opowiedział mi o 1000 wolontariuszach, którzy przejmują mnóstwo pracy, jak np. tłumaczenie dla obcokrajowców, patrol placu namiotowego, kontrola prysznicy a nawet organizacja i opieka nad kawiarniami. Wytłumaczył mi również kredo tego festiwalu, z którego cały ten chaos w ogóle powstał:
1.    wspierać artystów, aby mogli realizować swoje wizje
2.    stworzyć atmosferę, która będzie działać zachęcająco na rozmowy

3.    zachęcić do podzielenia się poglądami, doświadczeniami lub przekonaniami z innymi.

Genau das ist es, was den Zauber dieser verrückten fünf Tage ausgemacht hat. Wir haben so viele faszinierende Menschen aus aller Welt kennen gelernt und ihre Geschichten gehört, dass wir randvoll mit Erinnerungen, neuen Freundschaften und Ideen für das eigene Leben wieder zurück nach hause gefahren sind. Und was das für eine Reise war! Am selben Tag, an dem wir eigentlich zurück fahren wollten, hat unsere Mitfahrgelegenheit plötzlich abgesagt und wir standen ohne Internet im polnischen Hinterland. Dank neu gewonnener Freunde kamen wir aber im Auto bis nach Dresden und in Deutschland haben wir einfach den Daumen rausgehalten und sind quer durchs Land getrampt. Das hat überraschend reibungslos geklappt und wir wurden von Jena bis nach Gießen vor die eigene Haustür gefahren! Unser großes Ziel an diesem Tag war es, pünktlich zum Anpfiff des Endspiels der Fußballweltmeisterschaft zurück zu sein und obwohl uns jeder prophezeit hat, dass es unmöglich sei, saßen wir um 21 Uhr in einem Café in Gießen und jubelten mit ganz Deutschland, als wir Weltmeister wurden! 


To jest właśnie to, co stanowi urok tych pięciu dni. Poznałyśmy tylu fascynujących ludzi z całego świata, którzy nam opowiadali o swojej historii – byłyśmy pełne wrażeń, wspomnień, nowych znajomości i pomysłów, które zabrałyśmy ze sobą do domu. To dopiero była wycieczka.

Jeszcze tego samego dnia, jak chciałyśmy wracać do Niemiec, nasza oferta na dwa wolne miejsca w samochodzie, nam odmówiła i nagle stałyśmy bez internetu w polskiej małej wiosce i nie wiedziałyśmy co robić. Ale przez naszych nowych znajomych udało nam się dojechać do Jeny, a stamtąd dojechałyśmy autostopem aż do naszego Giessen – punktualnie na mecz finałowy mistrzostw świata, jak Niemcy grali (i wygrali!) z Argentyną. Nikt nam nie wierzył, że zdążymy, a jednak. Punktualnie o 21:00 byłyśmy w kawiarni gdzie razem świętowaliśmy zwycięstwo mistrzów świata.



Und jetzt Bühne frei für die wunderbaren Mädels, die uns mit ihren Outfits begeistert haben und sich alle von uns fotografieren haben lassen. Nochmal gaaanz lieben Dank an euch, ihr seid toll!!!! 


A teraz przedstawiamy wam wspaniałe dziewczyny, które nas zachwyciły swoim ubiorem i pozwoliły na sfotografowanie. Jeszcze raz baaaaardzo dziękujemy wam, jesteście super!!!!

Text von Lydia Strauss ©
Tekst: Lydia Strauss ©


Klaudia & Monica 


Nadzieja 


Irena


Oliwia


Elodie


Yessica




Natalia



Fotografie und Bildbearbeitung von Lena Welsch ©
Zdjęcia i obróbka: Lena Welsch ©